Sprawa wcale nie jest prosta. Wrocławski sąd nie przyznał prawa opieki nad dzieckiem matce-lesbijce, co dodajmy, niepomiernie ucieszyło posła Niesiołowskiego.
(
www.tvn24.pl/-1,1552002,wiadomosc.html )
Ujął to najdobitniej, stwierdzając "wara homoseksualistom od dzieci", a związek dwóch lesbijek wychowujących dziecko określił jako "głęboką patologię".
Jako żywo przywodzi to na myśl niedawną wypowiedź posła Gowina, który doszedł do wniosku, ze "przytłaczająca większość patologii", łącznie z molestowaniem, biciem i pedofilią, zdarza się w związkach nieformalnych (
www.wiadomosci24.pl/(…)malzenstwo_lepsze_niz_konkub… )
Już na pierwszy rzut oka widać, że tym, co najbardziej łączy obu panów, jest histeryczny strach przed innym. Inne, nie nasze, dziwne, złe.
Pomijając oczywiste bzdury, jakie rozgłaszał poseł Gowin, również wypowiedź Niesiołowskiego świadczy o paraliżującym strachu.
Do homoseksualistów zdaje się on mieć stosunek mniej więcej taki, jak dziewice konsekrowane do satanistów: nie wiem, nie znam się, brzydzi mnie to, nie chcę wiedzieć!
Uzasadniając swoje poglądy - tak przynajmniej wynika z publikacji na stronie TVN-u - sięgał po zasłyszane kłamstwa i oszczerstwa. Ot, tak, byle coś powiedzieć, byle podeprzeć czymś swój sprzeciw. Przyparty do muru, zaczął mówić wprost: głęboka patologia.
Mówiąc szczerze, histeryczne reakcje Pana Niesiołowskiego, połączone z alergiczną niechęcią do poznania tego, o czym się wypowiada, bawią mnie.Stanowi żywą egzemplifikacje socjologicznej teorii o tzw. grupach obcych.
Ale reszta już mnie, niestety, nie bawi... Bo o to, drodzy państwo, sprawa wcale nie jest prosta.
Z jednej strony zawsze uważałam, że homoseksualiści nie powinni mieć prawa do adopcji dzieci. Nie dlatego, że drzemią w nich potencjalni zboczeńcy, ale dla dobra samych dzieci, które powinny mieć szansę rozwijać się w klasycznej rodzinie z męsko-damskimi wzorcami. Podobnie jak opowiadam się przeciw prawu samotnych kobiet do adopcji lub in vitro. Zgodnie ze stwierdzeniem X. Tischnera, że jeśli nie wiemy, czy ktoś jest w piwnicy, raczej nie wrzucamy tam granatu.
A na pytanie o wpływ wychowania w takich rodzinach ani psychologia, ani socjologia odpowiedzi jeszcze nie udzieliły. No bo i jak?
Trzeba by było, dla dobra nauki, skonstruować homo-rodzinę i przez lata obserwować dziecko przez szkło powiększające. A to już samo w sobie jest wrzucaniem "granatu".
I niby wszystko jest proste: gejom i lesbom dzieci nie dajemy! Ale przecież, na chłopską logikę, odbieranie dzieciom matek, tylko dlatego, że nie czują pociągu seksualnego do mężczyzn, jest bestialstwem. A jeśli zgodzimy się, że nie mamy prawa do odbierania dzieci matkom, ze względu na ich preferencje seksualne, to czy mamy prawo z tych samych powodów odbierać je ojcom?
Bo tata, to też rodzic, bez względu na to, czy homo-, czy hetero-.
I tu wracamy do punktu wyjścia: nie wiemy, jaki wpływ na dziecko może mieć dorastanie w rodzinie homoseksualistów.
Sprawa nie jest więc ani prosta, ani oczywista.
A za pointę niech nam służy mądrość cytowanego tu już Niesiołowskiego, który stwierdził, że homo mogą wychowywać dzieci, o ile nie zadają się (a tym bardziej nie mieszkają), z innymi homo. Czyli, jednym słowem, o ile udają, że nie są homo...
Opowiedział się też za ustawowym odbieraniem im dzieci, jeśli „sprowadzają drugiego homoseksualistę i ich dom jest miejscem permanentnego zgorszenia”.
Wyborne. Sianie zgorszenia jako argument za tym, żeby komuś zabrać dziecko.
Dla dobra Pana Niesiołowskiego życzmy sobie, aby nie nadszedł taki dzień, w którym ktoś określi dekretem, że przynależność do PO jest gorsząca. I wtedy gorszycielom zaczniemy odbierać dzieci, o...
-
Polity(czni):
Pokaż wszystkie (1) ›