Wszystkie »

  • Wpisów:63
  • Średnio co: 55 dni
  • Ostatni wpis:9 lata temu, 09:44
  • Licznik odwiedzin:39 211 / 3562 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Minister finansów opowiedział dowcip.
http://www.tvn24.pl/26086,1552818,0,1,wiadomosc.html
Uwaga, cytuję:

Spotyka się dwóch urzędników, jeden pyta drugiego: -Jak zdrowie - Bardzo dobrze, odpowiada ten drugi.

Enigmatyczne poczucie humoru Pana Jacka tylko z pozoru może wprawiać w konsternację. Ja jestem niemal pewna, że w tym jest ukryty szczwany plan:
http://pl.


____________________________________________________________
 

 
We cannot have a couple of maniacs deciding about the fate of our civilization, says the vice-minister of education Mr. Mirosław Orzechowski.

And we couldn't phrase it better.

After the publication on the Gazeta Wyborcza of this article, many NGOs, youth organisations and concerned citizens from Poland have contacted the campaign secretariat to ask wether the Council of Europe is going to react to the positions expressed by the Polish government.

_____________________________________
http://images.google.com/url?q=http://alldifferent-allequal.info/taxonomy/term/19%3Fpage%3D3&usg=AFQjCNHcKQyay-ZptP66O4b-BgU8UawqLg

Lubię sobie poguglować hasło "Poland" w zagranicznej sieci. I trochę mi przykro... że większość wyników dotyczy braci Kaczyńskich, Leppera, Orzechowskiego, Giertycha i byłej rzecznik praw dziecka...
 

 
Ten suczy syn, zdrajca, tfu, narodowy, lis farbowany, tfu, job twoja mać! Za tę bramkę zdradziecką, za tę hańbę narodową, won! Piąta kolumna, wstyd...

Przedstawiciel folkloru politycznego spod znaku LPR, sławetny Pan Orzechowski, domaga się od prezydenta, żeby odebrał polskie obywatelstwo Podolskiemu:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5293215,Orzechowski__odebrac_obywatelstwo_Podolskiemu.html

Podolski, autor dwóch bramek w bratobójczym dla niego meczu, w mniemaniu Orzechowskiego na polskie obywatelstwo nie zasługuje. Więc Orzechowski 'stanowczo domaga się'...

Znacie to uczucie, kiedy ktoś przekroczy granice kretynizmu do tego stopnia, że nie bardzo wiadomo, co powiedzieć, prawda? No więc ja nie bardzo wiem, co powiedzieć.

Może tylko tyle, że gdyby ogłoszono referendum w sprawie odbierania obywatelstwa członkom LPR, krzyżyk przy TAK postawiłabym czerwonym markerem.

Aha, jest jeszcze jedno, co można w takiej sytuacji powiedzieć.Można zacytować Roberta Jarugę, który przy okazji ideologicznej batalii LPR-owców o teorię ewolucji, rzecz ujął nad wyraz celnie:
"Nie ma takiej małpy, która by się przyznała do tego, że jest przodkiem Orzechowskiego"
 

 
Pojawił się pomysł ustawowego zakazu bicia dzieci. A zaraz zanim, szum, oburzenie i zgrzytanie zębami.
Czytam komentarze na forach i wyłuskuję te same schematy oburzenia.
"Moje dziecko, moja sprawa"
"Klaps jeszcze nikomu nie zaszkodził"
"Tak, jasne, wy byście chcieli bezstresowo!"
"Klaps a maltretowanie to co innego"
"Mnie bili, miałem dyscyplinę i wyrosłem na dobrego człowieka"
"Niech się państwo nie wtrąca w moje sprawy".

Ciekawa jestem, co sądzicie o tego typu argumentach?

Pozwolę sobie napisać krótko, co o nich sądzę ja:

Otóż, prawdę powiedziawszy, wyłania się z nich obraz rodzica-właściciela, rodzica-hodowcy i rodzica-posiadacza.
Dziecko jest MOJE, więc mogę nim rozporządzać.
Mam przy tym wrażenie, że niektórzy rodzie nie odróżniają prawa do opieki, od prawa własności.
Tak to widzę, niestety.
A argumenty, że klaps jeszcze nikomu nie zaszkodził? Zawsze gdy je słyszę, mam ochotę spytać, gdzie jest granica, między klapsem, a biciem? Konia z rzędem temu, kto potrafi ją dokładnie wyznaczyć. I umówmy sie: rodzic, który daje 'klapa', jest pod wpływem emocji i to często silnych. Gdyby tak nie było i gdyby robił to 'na zimno', byłby raczej niepokojącym przykładem wyrachowanego sadysty.A kontrolę nad sobą najłatwiej jest stracić właśnie pod wpływem emocji. Czyli granicę najłatwiej zatracić właśnie wtedy, gdy już podnosimy rękę...
Rodzice piszą często, że 'znają umiar' i nie posuną się za daleko. Jeśli tak, to dlaczego obawiają sie zakazu?
Jeśli nie kradnę, a jedynie zabieram do domu ołówki z biura, to nie boję się prawnych konsekwencji z tytułu kradzieży, prawda? No chyba, że zakładam, iż pewnego dnia coś naprawdę ukradnę - jeśli zechcę, oczywiście...

Argumenty o bezstresowym wychowaniu pozostawię bez komentarza - rodzic, który zna tylko jedną metodę wychowawczą, jest raczej politowania godzien. Bo pomiędzy "paskiem" a "rozpasaniem" jest jeszcze sporo opcji...


Na temat bicia i klapsów można dywagować godzinami. Ale dla mnie sprawa jest bardzo prosta.
Nie mamy najmniejszego prawa uderzyć, popchnąć czy pobić naszego sąsiada, lub przechodnia na ulicy. Więc dlaczego mielibyśmy mieć prawo do robienia tego naszym dzieciom?
Bo nie złożą zawiadomienia na policję?
  • awatar Gość: Linoskoczka, co do pierwszej części wypowiedzi się zgadzam i najlepiej może to powiedzieć matka, klaps jest ostatecznością, ale nie bądźmy hipokrytami, bo jest.. a co do drugiej, nie tylko w nizinach, biją dzieci wszędzie, jeżeli , ktoś ma pałac, albo wyższe wykształcenie, też może być sadystom... tylko rozróżnijmy klaps, trzaśniecie w dupę, od bicia gdzie popadnie , lub czym popadnie... a zresztą bicie, nie jest najgorszym rodzajem przemocy, brak szacunku, wyżywanie się psychiczne, moim zdaniem jest dużo gorsze, bo dupa w końcu przestaje boleć, a zraniona dusza nigdy :/
  • awatar Linoskoczka: Jeśli 10ty raz prosisz dziecko,żeby nie ruszało kotka/pieska/wazy z dynastii ming/komputera/żelazka i ono dalej nie słucha, w końcu mogą nerwy puścić. Klaps jest jeden, z wyjaśnieniem, że jeśli nadal autorytet wychowawczy będzie ignorowany, klaps się powtórzy. Jak u Pavlowa - tresura zachowań społecznych, jeśli perswazja nie działa. Dzieciaki są różne. Jakoś nie wierzę w istnienie małych biednych aniołków. Każde dziecko testuje wytrzymałość dorosłego. "Jak daleko się moge posunąć" nie zdając sobie nawet z tego sprawy. A wychowanie na tym polega - żeby wytyczyć granice młodemu człowiekowi. Ich nie wytyczanie(lub przesada) objawia się w postaci dzieciaków-emo :D Przesadzanie, maltretowanie, tłuczenie do nieprzytomności - zawsze będą w nizinach społecznych, w patologicznych rodzinach.. tego żaden zakaz nie zmieni. Zdrowy rozsądek. Ot co.
  • awatar MarylaMonroł: ...Dorastają, racjonalizują to, że sami byli bicie, konsekwentnie stosują dalej ten sam wzorzec... Zgadzam się.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Sprawa wcale nie jest prosta. Wrocławski sąd nie przyznał prawa opieki nad dzieckiem matce-lesbijce, co dodajmy, niepomiernie ucieszyło posła Niesiołowskiego.
( http://www.tvn24.pl/-1,1552002,wiadomosc.html )

Ujął to najdobitniej, stwierdzając "wara homoseksualistom od dzieci", a związek dwóch lesbijek wychowujących dziecko określił jako "głęboką patologię".

Jako żywo przywodzi to na myśl niedawną wypowiedź posła Gowina, który doszedł do wniosku, ze "przytłaczająca większość patologii", łącznie z molestowaniem, biciem i pedofilią, zdarza się w związkach nieformalnych ( http://www.wiadomosci24.pl/artykul/malzenstwo_lepsze_niz_konkubinat_64784.html )

Już na pierwszy rzut oka widać, że tym, co najbardziej łączy obu panów, jest histeryczny strach przed innym. Inne, nie nasze, dziwne, złe.
Pomijając oczywiste bzdury, jakie rozgłaszał poseł Gowin, również wypowiedź Niesiołowskiego świadczy o paraliżującym strachu.
Do homoseksualistów zdaje się on mieć stosunek mniej więcej taki, jak dziewice konsekrowane do satanistów: nie wiem, nie znam się, brzydzi mnie to, nie chcę wiedzieć!
Uzasadniając swoje poglądy - tak przynajmniej wynika z publikacji na stronie TVN-u - sięgał po zasłyszane kłamstwa i oszczerstwa. Ot, tak, byle coś powiedzieć, byle podeprzeć czymś swój sprzeciw. Przyparty do muru, zaczął mówić wprost: głęboka patologia.

Mówiąc szczerze, histeryczne reakcje Pana Niesiołowskiego, połączone z alergiczną niechęcią do poznania tego, o czym się wypowiada, bawią mnie.Stanowi żywą egzemplifikacje socjologicznej teorii o tzw. grupach obcych.
Ale reszta już mnie, niestety, nie bawi... Bo o to, drodzy państwo, sprawa wcale nie jest prosta.
Z jednej strony zawsze uważałam, że homoseksualiści nie powinni mieć prawa do adopcji dzieci. Nie dlatego, że drzemią w nich potencjalni zboczeńcy, ale dla dobra samych dzieci, które powinny mieć szansę rozwijać się w klasycznej rodzinie z męsko-damskimi wzorcami. Podobnie jak opowiadam się przeciw prawu samotnych kobiet do adopcji lub in vitro. Zgodnie ze stwierdzeniem X. Tischnera, że jeśli nie wiemy, czy ktoś jest w piwnicy, raczej nie wrzucamy tam granatu.
A na pytanie o wpływ wychowania w takich rodzinach ani psychologia, ani socjologia odpowiedzi jeszcze nie udzieliły. No bo i jak?
Trzeba by było, dla dobra nauki, skonstruować homo-rodzinę i przez lata obserwować dziecko przez szkło powiększające. A to już samo w sobie jest wrzucaniem "granatu".

I niby wszystko jest proste: gejom i lesbom dzieci nie dajemy! Ale przecież, na chłopską logikę, odbieranie dzieciom matek, tylko dlatego, że nie czują pociągu seksualnego do mężczyzn, jest bestialstwem. A jeśli zgodzimy się, że nie mamy prawa do odbierania dzieci matkom, ze względu na ich preferencje seksualne, to czy mamy prawo z tych samych powodów odbierać je ojcom?
Bo tata, to też rodzic, bez względu na to, czy homo-, czy hetero-.
I tu wracamy do punktu wyjścia: nie wiemy, jaki wpływ na dziecko może mieć dorastanie w rodzinie homoseksualistów.

Sprawa nie jest więc ani prosta, ani oczywista.
A za pointę niech nam służy mądrość cytowanego tu już Niesiołowskiego, który stwierdził, że homo mogą wychowywać dzieci, o ile nie zadają się (a tym bardziej nie mieszkają), z innymi homo. Czyli, jednym słowem, o ile udają, że nie są homo...
Opowiedział się też za ustawowym odbieraniem im dzieci, jeśli „sprowadzają drugiego homoseksualistę i ich dom jest miejscem permanentnego zgorszenia”.

Wyborne. Sianie zgorszenia jako argument za tym, żeby komuś zabrać dziecko.
Dla dobra Pana Niesiołowskiego życzmy sobie, aby nie nadszedł taki dzień, w którym ktoś określi dekretem, że przynależność do PO jest gorsząca. I wtedy gorszycielom zaczniemy odbierać dzieci, o...
  • awatar Gość: tak i rodzi sie iluzja, żyją niby ciocie wujkowie, i przez to ,że jest to temat drażliwy, to sami zainteresowani nie chcą poruszać mrowiska, bo jeszcze skończy się na całkowitym zakazie, jak to w naszym katolickim kraju mogło by być :/, a trzeba spojrzeć, na to rzeczowo i otwarcie, co z tego ,ze pedał, może lepiej pedał, niż zoofil, a przecież zoofil nie mieszka z kozą, rozumiecie co mam na myśli..innych zboczeń, dewiacji, nie widać, bo się je ukrywa, ale dwie ciocie , czy dwaj wujkowie to podejrzana sprawa..a gdyby wprowadzić regulacje prawną i kontrolę, a potem pokazać wyniki, może okazało by się,ze nie ma w tym nic zdrożnego i złego , nikomu krzywda sie nie dzieje..i może społeczeństwo by sie uspokoiło i nie reagowało tak histerycznie jak poseł Niesiołowski, którego nota bene lubię, choć, jak czasem coś dowali, to szkoda gadać ;)
  • awatar Linoskoczka: nie będę się wypowiadać, bo mnie szlag trafi.. Kocham homofobie nie bardziej niż zabobonizm!! :) dzieci.. powinny mieć ciepły kochający dom. Kiedy patrzę na niektóre domy hetero, aż się serce kraje.. bo to nie patologiczne, mieszkać z dzadkami w jednym i bratem matkie w drugim pokoju, bo to nie patologiczne, mieć obdarte sweterki i obiad w szkole, bo w domu tylko pasztetowa.. a.. miałam nie komentować.. No tak, ale dziecko dwuch gejów, lub dwóch lesbijek zawsze będzie w naszym społeczeństwie nacechowane negatywnie. Niestety, to sie nigdy nie zmieni. Więc aby im oszczędzić tego bólu nietolerancji (dziecko pedałów!! haha!) lepiej jest nie przyznawać prawa rodzicielskiego parom homoseksualnym. A szkoda, bo w większości są to wspaniali, ciepli ludzie. Z wyjątkiem wykolejeńców absolutnych, ale czy hetero wszyscy są normalni??
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Śmiać sie można ze wszystkiego. Ostatecznie nie do końca ważne jest to, z czego żartujemy, ale w jaki sposób i po co. Zawsze sądziłam, że dowcipkowanie na temat Holocaustu, Hitlera i II wś jest niesmaczne. Do momentu, w którym nie trafiłam na mistrzowski skecz Monthy Pythona, stanowiący koronny dowód na to, że śmiech leczy, a z pewnych rzeczy śmiać się można mądrze i z przekąsem.

Kilka lat później podobny manewr zastosował kabaret Potem, opierając się na analogicznym, wyspiarskim niemal poczuciu humoru. Aż dziw, że to podobieństwo dostrzegłam dopiero po latach:

http://pl.

http://pl.
  • awatar Franceska: monthy python boski, uwielbiam go, ale polski skecz mnie nie smieszy...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
http://www.pardon.pl/artykul/4664/kupa_pieniedzy_za_flage_w_kupie_wojewodzki_ukarany

Wojewódzki po raz kolejny dostał po nosie za przekraczanie granic polskiej wytrzymałości. Czy społecznej - wątpliwe. Z pewnością jednak wytrzymałości szacownych członków KRRiTv.

Za wtykanie miniaturowej polskiej flagi w rasową kupę, elegancko wyłożoną na stoliku, po raz kolejny dostał naganę moralną i stosowny, urzędniczy mandacik.

Czy błazenada z psimi odchodami była niesmaczna? Zapewne tak. Czy państwo powinno odgórnie karać i przymuszać do szacunku dla symboli narodowych?
Mam pewne wątpliwości.

Vox populi, vox dei. W kwestii obyczajowości, zganić lub pochwalić Wojewódzkiego powinni chyba sami widzowie.
Żadnymi nakazami, karami czy przepisami nikt nie nauczy nas szacunku czy miłości do ojczyzny. Nie wspominając już o tzw. tradycyjnych wartościach. Grożąc palcem przyczynimy się w najlepszym razie do wylansowania telewizyjnego show Pana Kuby.

Czy ktoś ma inne zdanie?
  • awatar achajka: a czym (ideowo) różnią się stringi w gwieździsty sztandar od flagi (wręcz flażki) w kupie? jedno i drugie dupne. przyzwyczailiśmy się mieć amerykańską flagę wszędzie a przy naszej szalejemy ze świętego oburzenia. przy czym nie pochwalam tego krzyku rozpaczy i próby zatrzymania widza pana Kuby-niska ogladalność-Wojewódzkiego.
  • awatar kura z biura: Z drugiej strony, ustawa o godle państwowym wyraźnie mówi, że symbole należy traktować z szacunkiem. Tak więc podstawa prawna jest, jakby co.
  • awatar Gość: Ja sie zgadzam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Słuchając wypowiedzi niektórych polskich polityków, czytając mądrości pewnych dziennikarzy i mając nieszczęście trafić w telewizji na co poniektóre teleturnieje z cyklu 'jak zostać obrzydliwie bogatym' przypominam sobie nieśmiertelny skecz kabaretu Potem. I z całą mocą dociera do mnie potęga ludzkiego umysłu...


http://pl.
 

 
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5142275.html

Wydmiński radny /dla niezorientowanych: http://pl.wikipedia.org/wiki/Wydminy/ /, dowiedziawszy się o podejrzanej wycince drzew przy drodze, zawiadomił straż leśną. Strażnicy przyjechali, obejrzeli i rozłożyli ręce.
Jest pozwolenie, więc sprawa zamknięta.

Radnemu coś jednak nie pasowało, więc postanowił zasięgnąć języka u ekologów. Pozwolenie, pozwoleniem, ale zgodnie z prawem do połowy wakacji drzew wycinać nie można, ze względu na okres lęgowy ptaków.

Bohater naszej historii, węsząc lewe glejty, zadzwonił na policję. Stróże prawa przyjechali, zerknęli na pozwolenie i wniosek wyciągnęli ten sam, co leśnik: pozwolenie jest, zgoda wójta jest, sprawa zamknięta.

I byłoby pięknie, gdyby rzeczywiście okazała się zamknięta. Policjanci wręczyli radnemu mandat za... fatygowanie funkcjonariuszy. Mając do wyboru 200 zł frycowego lub sąd grodzki (bo taką dostał alternatywę), wolał zapłacić od ręki.

I dobrze mu tak. Dostał za swoje. W ramach szeroko zakrojonej akcji edukacyjno-wychowawczej służby porządkowe uświadomiły mu wreszcie, czym jest piekło wybrukowane...
 

 
Chyba pobiłam swój rekord - w ciągu tygodnia przerobiłam trzy książki i właśnie biorę się za kolejne.

A tym razem na warsztat wzięłam to (szkoda, że na Polską wersje przyjdzie nam jeszcze poczekać kilka lat):

___________________________________________________
http://search2.barnesandnoble.com/BookViewer/?ean=9780374269883
http://search.barnesandnoble.com/Stick-out-Your-Tongue/Ma-Jian/e/9780374269883
  • awatar MarylaMonroł: ... by to jednego...
  • awatar Gość: marlin ma pornola.... zapraszamd dom nie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
  • awatar MarylaMonroł: "Pora mroku" :) http://www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=31501 Faktycznie, patrzę na to zdjęcie, i widzę ciemność :)
  • awatar Przemek21: niechilabym takich jap jak ich buzie zobaczyc z rana jak sie budze hehe
  • awatar kura z biura: Ee???
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
"I remember one morning getting up at dawn, there was such a sense of possibility. You know, that feeling? And I remember thinking to myself: So, this is the beginning of happiness. This is where it starts. And of course there will always be more. It never occurred to me it wasn't the beginning. It was happiness. It was the moment. Right then. "

Maryl Streep jako Clarissa w filmie 'Godziny'. Nie wiem kto zagrał lepiej - ona, czy Nicole Kidman. Przerażająco dobry film; nieczęsto się zdarza, aby dobry scenariusz udało się zestawić z takim aktorstwem...
  • awatar kura z biura: Jakoś tak mi się ten cytat skojarzył z ostatnią sceną z filmu "Plenty", też z Meryl Streep, gdy retrospekcja pokazuje szczęśliwą, młodą, pełną nadziei dziewczynę, która wykrzykuje coś w rodzaju "od tej pory wszystko będzie cudownie".
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nigdy nie czytałam literatury feministycznej, bo też i nie bardzo wiem, co termin ten oznacza. Ostatnio jednak wpadł mi w ręce "Pokój żeńsko-męski na chwałę patriarchatu" Hanny Samson, i polegałam na polu walki.

Książka ta jest bez wątpienia przedstawicielką swojego gatunku, czyli literatury feministycznej właśnie. Autorce udało się jednak stworzyć obraz tak dalece nonsensowny, kuriozalny i przekoloryzowany, że "Pokój" wykracza daleko poza ramy jakiejkolwiek ideologii, prowadząc po prostu dialog ze zdrowym rozsądkiem.

Przednia groteska, jaka stworzyła Samson, chwilami po prostu powala na kolana. Są momenty w których zwyczajnie nie można powstrzymać się od śmiechu- co w moim przypadku owocowało dzikim rechotem w środkach komunikacji miejskiej.

Główna bohaterka tego krótkiego opowiadania, Baśka, zawodowo zajmuje się analizą psychologiczną swoich pacjentów na podstawie wyglądu ich prącia.
Prowadzi świetnie prosperującą klinikę, w której ulecza mężczyzn z impotencji terapia oralną. Prowadzi też program będący czymś na kształt "Wielkiej gry", którego kulminacją jest zawsze ogromne zdjęcie męskiego członka, wyświetlane na telebimie. Gdy Baśka postanawia wyjść za mąż, skupia na sobie uwagę całej Polski, a na jej ślubie pojawia się nawet Doda-elektroda. Jej niesłabnąca popularność zaczyna jednak niepokoić męża, a miarka przebiera się z chwilą, gdy przeżywa ona orgazm na wizji...

Brzmi absurdalnie? Słusznie. Absurd wylewa się z każdego akapitu, wyłazi z każdej strony i atakuje czytelnika bez nadziei na choćby cień realizmu.
Tym zabawniejsza staje się historia małżeństwa głównej bohaterki i tym bardziej zwraca na siebie uwagę uniwersalność tej krótkiej przypowieści o żonie idealnej.
Bo chyba nic tak doskonale nie ośmiesza pewnych schematów, jak satyra i absurd właśnie.

Autorka łamie wszelkie obowiązujące w rodzimej literaturze kobiecej konwenanse - i mimo oczywistej wulgarności wielu scen, robi to z takim wdziękiem, że nawet członkom LPR-u trudno byłoby się oburzać. Autorka wyśmiewa wszystko i wszystkich bez wyjątku, robi to jednak z podziwu godną lekkością i brakiem histerycznej determinacji. Co wydaje mi się najbardziej zaskakujące, obrywa się też samemu feminizmowi - widać to szczególnie w scenie, gdy zdominowane panie domu postanawiają się zbuntować przeciwko mężom i podśpiewując ułożoną na prędce, inspirowaną "Międzynarodówką" feministyczną pieśń, wypisują na transparentach hasła zasłyszane na manifie... Już sam tytuł brzmi przecież, jak wyjęty żywcem z programowego wystąpienia ultra-radyklanej feministki. Tak, jakby Samson puszczała do czytelników oko: "Chcecie 'feministycznego bełkotu'? Już ja dam wam taką porcję "feminizmu", że popamiętacie... umrzecie ze śmiechu, albo z oburzenia".
Uproszczone i karykaturalnie schematyczne dialogi przykładnych żon powalają trafnością, choć obfitują w oczywistą przesadę, którą autorka posługuje się sprawnie i z pełną premedytacją:

"- Jak często to robicie? - zapytałam w którąś sobotę, gdy jak zwykle zostałyśmy same w naszym salonie.
- Bronek kocha seks, ale często boli go głowa, więc robimy to zwykle raz w tygodniu - powiedziała Paulina.
- Sławek bez przerwy chciałby się ze mną kochać, tylko nie ma czasu, a po pracy jest taki zmęczony - wyznała Sylwia - Ale robimy to kilka razy w tygodniu. Szczególnie na początku, gdy go poznałam.
- My kochamy sie prawie codziennie - powiedziała Zyta - Bolek traktuje seks jak mycie zębów. Nie zaśnie bez tego. Kiedyś próbowałam protestować i wykręcać się bólem głowy, ale jak zdradził mnie kilka razy, to przestałam. W końcu nic tak nie spaja małżeństwa, jak zadowolenie męża.
- Nie kochaliśmy sie od dwóch miesięcy - grobowy głos Zuzy sprawił, że w salonie powiało grozą. Czyżby Jarek dojrzał wreszcie do wymiany Zuzy na młodszą? Zuza milczała, więc ciągnęłam swoje, chcąc zatuszować przykry incydent.
- Ogr ma mi za złe, że badam inne prącia. Nie chce się ze mną kochać, póki nie rzucę pracy - podzieliłam się z dziewczynami swoim problemem, jednak nie znalazłam u nich zrozumienia.
- To po co wychodziłaś za mąż? W małżeństwie trzeba się dostosować! To przez takie kobiety wyzwolone jak ty, mężczyźni odchodzą i musimy sobie radzić same. Gdyby nie wy, nie przyszłoby im do głowy, żeby nas rzucać. Czuliby się za nas odpowiedzialni, nie musiałybyśmy cały czas o nich zabiegać - gdakały jedna przez drugą, chcąc przywołać mnie do porządku - Ożenił się z tobą, a ty nie możesz nawet zrezygnować z pracy?
- Chyba można to ująć inaczej - protestowałam - wyszłam za niego za mąż, a on jeszcze chce, żebym zrezygnowała z pracy, choć nic o tym nie mówił przed ślubem.
- Ocalił cię przed śmiercią, a ty jesteś taka niewdzięczna- wyszeptała Sylwia ze łzami w oczach.
- Przed jaką śmiercią? - zapytała głupio Paulina
- Nie wiesz, że kobieta w jej wieku ma większe szanse, żeby zginąć z rąk terrorystów, niż wyjść za mąż. A on się z nią ożenił!"

Polecam sięgnięcie po tę książkę czytelnikom płci obojga - skondensowana i zarazem zabawna dawka zdroworozsądkowej pisaniny nikomu chyba jeszcze nie zaszkodziła.

__________________________________________________
Przy okazji wspomnę może, że Samson zawita niedługo we Wrocławiu - będzie można z nią porozmawiać w czasie wieczoru autorskiego w Mediatece, w najbliższa sobotę.

Inna ciekawostka, którą przed chwilą znalazłam: pojawiają się głosy, ze pierwsza część opowiadania, którego kontynuację stanowi "Pokój", ma zostać zekranizowana... no, ciekawa byłabym wyniku tego eksperymentu, choć na pewno chciałabym zobaczyć jakąś adaptację sceniczną: http://www.stopklatka.pl/wydarzenia/wydarzenie.asp?wi=42422
  • awatar agnes77: ooooo. Ciekawy ten fragment. Na pewno przeczytam. pozdro
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dziennik Polska podając za The times informuje z przejęciem, że na Wyspach dostępna będzie już wkrótce nowa usługa, pozwalająca na zlokalizowanie położenia posiadacza telefonu komórkowego:
http://www.polskatimes.pl/19,29882.htm

Wywołany przez nas delikwent wyświetli się na mapie.
Autorom gratuluję refleksu. Podobna usługa dostępna jest dla polskich abonentów od lat i nikt się nią jak dotąd szczególnie nie ekscytował.
Po jej aktywowaniu wystarczy wysłać smsa, a otrzymamy informację zwrotną z namiarami na delikwenta.
Sama korzystała z tej 'nowinki' jeszcze w czasach, kiedy istniała Idea.
Czekam na kolejne szokujące doniesienia ze świata nowych technologii.
 

 
http://krytycy.pl/blogerzy
Nie przeraża was to?

W czasach papierowych pamiętników naszych babć byłoby to nie do zrobienia. Jako szczęśliwa posiadaczka takiej rodzinnej pamiątki stwierdzam, że nasuwa mi to nieuchronne i bolesne skojarzenie z prostytucją. Bardziej to jednak oparte na afekcie niż rzeczowej analizie.
A jednak...
  • awatar MarylaMonroł: He, ostatecznie jako klient też bym się wycofała z czegoś, co nawet faq ma napisane z błędem ;)
  • awatar kura z biura: Ale za to jaka przewaga podaży nad popytem: dwustu iluś blogerów i tylko 64 klientów ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
...tegoroczne WIZUALIA:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/dla_wladz_uczelni_reklama_byla_za_ostra_61144.html

Akademia Ekoniomiczna zreflektowała się poniewczasie, że forma i treść plakatów nie do końca licują z godnością uczelni wyższej. Czujne ciało pedagogiczne nakazało usunięcie plakatów z budynku akademii. Bystrzachy z tych profesorów, nie ma to tamto. Połapali się szybko, że spuszczone gacie na plakacie to jednak jakby-nie-to.


Ale nie będę się pastwić. Byłam, obejrzałam, jestem zadowolona. Treść okazała się wyjątkowo lepsza, niż forma. To się często nie zdarza...
 

 
W zasadzie nie powinnam o tym pisać , bo staram się kierować zasadą, że głupoty sie nie nobilituje. Ale napiszę, bo język mnie świerzbi...

O reklamie Mobilkinga słyszeliśmy już wszyscy, jak Polska długa i szeroka. Przypomnijmy jednak:

http://pl.

Wystylizowane, półnagie i lśniące piękności o długich nogach zmagają się z "męskimi" czynnościami. Wypadają przy tym żałośnie, a efekt jest żenujący. Ślicznotki piszczą, machają rękami, mają miny dzieci z upośledzeniem mózgowym. Oczywiście każda z nich do roboty zabiera się w pełnym makijażu, obcisłych szortach i topie z wielkim dekoltem. No i poszło -ktoś wyjął zawleczkę z tego granatu, zrobiło się nieśmiesznie. Rozpętała się pseudo-debata na temat domniemanej równości płci, w której nie brak tak błyskotliwych i odkrywczych argumentów, jak te o przepuszczaniu przez drzwi, kobietach w kopalniach i ustępowaniu miejsca w tramwajach... Odpuśćmy sobie jednak na ten moment przyjemność pastwienia się nad intelektualną miernotą na miarę dyskursu w czasach realnego socjalizmu....

Czy reklama mnie rozbawiła? Tak. Przez pierwsze pięć sekund. Jak każdy z nas, lubię ulegać niskim instynktom i nabijać się z gorszych, głupszych, brzydszych lub bardziej niedołężnych od siebie. I oto miałam okazję się pośmiać z głupich ślicznotek, które nawet do ścinania drzewa zabierają się z wysmarowanym oliwką tyłkiem, a do naprawiania silnika używają młotka. A jak się ktoś przy okazji wywróci, potknie, nie da sobie z czymś rady - to dopiero jest śmiesznie.
Więc się uśmiechnęłam, choć nie był to do końca powód do dumy.

Reklama zaczyna się od stwierdzenia, że kobiety coraz częściej próbują dorównać mężczyznom, zabierając się za męskie roboty. Analogicznie można by stwierdzić, że mężczyzna myjący naczynia stara się "dorównać kobietom", ale nie czepiajmy sie drobiazgów. Nie boli mnie oczywisty seksizm tej reklamy, bo jest ona bez wątpienia seksistowska. Przedstawia kobiety głupie, nieporadne i nadające się jedynie na obiekty pożądania - co więcej implikuje, że są one głupie, nieporadne i zdatne tylko do tej jednej rzeczy BO SĄ KOBIETAMI.

Boli mnie, czy może raczej powoduje u mnie głęboki niesmak, cynizm przedstawicieli tej firmy. Reklama miała być seksistowska, więc jest. Miała przyciągać uwagę, więc przyciąga, miała wzbudzać kontrowersje - wzbudza. Miała sprzedać produkt - sprzedaje, i to jak! Internetowe fora pełne są skarg rozżalonych konsumentów, którym nie udało się nabyć startera MK. Jeśli zgodnie ze starą XIX-wieczną szkołą amerykańskiego pragmatyzmu mierzyć wartość pomysłu jego skutecznością, strategia Mobilkinga to reklamowy majstersztyk. Zadaniem kampanii reklamowej jest sprzedać produkt, rządzą tu więc prawa rynku, Dobra jest każda metoda, jeśli działa, a każdy chwyt jest dozwolony, jeśli tylko wzrośnie sprzedaż. Jeśli reklama ima się metod mało etycznych, poniżając lub wyśmiewając jakąś grupę ze względu na wiek, kolor skóry czy płeć, to powiedzmy wprost: nie ma to znaczenia, bo liczy się sprzedaż. Cała sprawa spłynęłaby po mnie jak po kaczce, gdyby przedstawicie mieli odwagę powiedzieć: taką obraliśmy strategię,sprawdza się, więc dobra nasza. Co tymczasem mówi szef firmy, Tomasz Rudnicki? Ano mówi on tak:

- Reklama jest dowcipna. Nie dostrzegamy, aby była ona krzywdząca dla kobiet.
(http://nt.interia.pl/telekomunikacja/wiadomosci/news/tvp-nie-chce-reklam-mobilking,1075233)

Na tej samej konferencji stwierdził on też, komentują decyzję TVP o zaprzestaniu nadawania reklam MB, ze jest mu "przykro". Tak się wzruszyłam, ze postanowiłam szperać dalej w zakamarkach Internetu. Pan Rudnicki w wywiadzie za wywiadem idzie w zaparte s stwierdza, że nie widzi w reklamie nic obraźliwego, bo przecież przedstawia ona "ambitne kobiety" (sic!). Ambitne może i są, ale bystre już niespecjalnie... Swoją drogą, jeśli tak wyobraża sobie kobiecą ambicję szef Mobilkinga, to pozostaje nam już tylko wyrazić głębokie współczucie. Nie wierze jednak, aby był on skończonym idiotą, jakiego konsekwentnie stara się odgrywać na potrzeby kampanii. Ani razu w jego wypowiedziach nie pojawia się proste i uczciwe stwierdzenie, że oczywisty szowinizm spotów reklamowych jest po prostu chwytem reklamowym. Podobnie jak nie jest nim płomienny apel, skierowany w stronę prawdziwych mężczyzn:

- tak jak prawdziwi mężczyźni, będziemy konsekwentni w naszych działaniach. Wzywamy wszystkich facetów do zamanifestowania męskości i korzystania z usług MOBILKING!
(http://www.telix.pl/artykul/reklama-mobilking-ocenzurowana-3,21653.html)

Muszę jednak przyznać, że równie oryginalnej kampanii marketingowej kraj nasz jeszcze nie widział. Oto przedstawiciele firmy idą w zaparte i powtarzają wciąż jak nakręceni, że reklama nie jest obraźliwa dla kobiet - ot przedstawia tylko przeciętne przedstawicielki płci damskiej, w sytuacjach z życia wziętych. Z drugiej strony szef firmy z godnym podziwu samozaparciem odgrywa sceny zaskoczenia szumem, jakie wywołały jego zgoła niewinne reklamy. Oczywiście nie zabraknie tu też fragmentów dramatycznych, bo nie wolno nam zapomnień, że Panu Rudnickiemu "jest przykro", że ktoś posądził go o szowinizm i ukarał zakazem. O niesprawiedliwy świecie!
A na sam koniec pojawia się bunt i apel o obywatelskie nieposłuszeństwo, wyrażone poprzez jak najszybszy zakup zestawu Mobilkinga. Prawdziwi mężczyźni, pokażcie wasza męskość, pokażcie swoją wartość, pokażcie swoją siłę... kupcie nasz produkt!

Prawda, ze genialne w swej prostocie?

Ciekawa jestem tylko, kto da się złapać na ten haczyk. Lub inaczej - kto się właśnie daje łapać, bo przecież zestawy znikają ze sklepów w mgnieniu oka.

Spytajmy psychologa:
- (Przekaz Mobilkinga) dzieli mężczyzn na prawdziwych i tych gorszych. Takie wartościowanie nie apeluje nawet do statusu, lecz do pewnych właściwości psychiki. Sądzę, że komunikat może trafić do mało dojrzałych i niedowartościowanych mężczyzn. Takich, którzy czują rozbieżność między tym, jacy są, a jakimi pragnęliby być. Facet, który musi mieć takie gadżety lub oferty, ma kiepską samoocenę. Dojrzała osoba szuka funkcjonalnych zalet, a nie taniej podbudowy swojego ego – twierdzi dr Lucyna Kirwil, psycholog konsumenta i mediów.
(http://www.marketingandmore.pl/wydarzenia_single/article/121/komorkowa_aktywacja_przez_testosteron/archive/mobil.html)

Warto w tym miejscu przyjrzeć się mobilkingowej definicji określenia "prawdziwy facet", jeśli już bawimy się w zgadywanie kto odpowie na żarliwy apel Rudnickiego o zamanifestowanie prawdziwej męskości. Ten sam apologeta twardego maskulinizmu przedstawia nam rozczulający obraz "prawdziwego mężczyzny". Voila:
- Faceci w każdym wieku, którzy lubią rozrywkę i sport.Faceci korzystający z MobilKing będą mogli sprawdzić najnowsze wyniki ulubionej drużyny, obejrzeć erotykę, pośmiać się z dowcipów, ściągnąć filmiki i animacje czy poznać stawki bukmacherskie. Dodatkowo będzie czekać na nich pełen zakres dzwonków, konkursów, tapet, filmów i gier.

Jako prawdziwa kobieta ceniąca sobie towarzystwo prawdziwych mężczyzn, zacznę się od tej pory baczniej przyglądać noszonym przez moich kolegów bajerom do komórek. No i nie zapominajmy, że erotyczne taperki w rozdzielczości 128x300 to także nieodzowny atrybut prawdziwego mężczyzny. Dojrzałego, dodajmy, bo przecież dorosły człowiek emocjonujący się tunigniem swojej "komóry" i rozmiarem piersi na tapecie telefonu, w żadnym razie nie kojarzy nam się z chłopcem z gimnazjum... Na szczęście MK to sieć przez prawdziwych mężczyzn tworzona, więc nie zapominają oni wyposażyć swoich ziomków w owe dodające seksualnej atrakcyjności gadżety. I tak oto: "Faceci dostają od nowego operatora przy zakupie starterów – jako symbole męskości: metalowe pudełko na papierosy, smycz, plakat erotyczny, wodoodporną naklejkę na samochód i brelok do kluczy". Jeśli czytającym to kobietom nie zmiękły jeszcze w wrażenia kolana, możemy to chyba uznać za objaw niewytłumaczalnej oziębłości lub przejaw feministycznych ciągot.
(http://www.marketingandmore.pl/wydarzenia_single/article/121/komorkowa_aktywacja_przez_testosteron/archive/mobil.html)
Niusa na temat strategii marketingowej MK autor kończy retorycznym, ale jakże nurtującym także i mnie pytaniem, "Tylko czemu (do dostania) m.in. w spożywczej sieci o pokracznej nazwie "Żabka"?"

Przyjmując, że firma ta rzeczywiście poszła nieco "na skróty" w swojej definicji męskości (ale tylko "nieco", przecież...), to chyba nie powinniśmy się dziwić zawartej w jej reklamach wizji kobiecości.
Prawdziwa kobieta według mobilkinga jest niemal lustrzanym odbiciem prawdziwego mężczyzny, czyli istnym ucieleśnieniem stereotypów. I tak jak życie prawdziwego mężczyzny obraca się wokół piłki nożnej, samochodów, nagich plakatów i tapet na komórkę, tak prawdziwa kobieta nigdy nie wychodzi z domu bez nasmarowania się oliwką, ma zawsze pełny makijaż na twarzy, nie zna się na samochodach ani broni i bez względu na to czego by nie robiła, co chwila zmysłowo oblizuje wargi, ponętnie zerkając zza gęstych rzęs - może zapomnieć o myśleniu, ale o byciu sexy -nigdy! Dziękujemy firmie Mobilking za materiał poglądowy, uczący zagubiony naród jak prawidłowo realizować role płciowe. To była cenna lekcja.


Tylko dlaczego coś mi podpowiada, że na przestrzeni kilku lat, MK stanie się symbolem obciachu, na równi z disco polo i klasycznymi pekaesami z wiejskich dyskotek?
  • awatar Obrabiacz Tyłków: Witam. Dziś rozmawiamy na temat seksu (a własciwie jego braku w młodym małżeństwie) zapraszam do rozmowy . Pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Twórcy wrocławskiego festiwalu reklamy kreatywnej WIZUALIA wzięli chyba w tym roku zbyt dosłownie hasło przewodnie swojego przedsięwzięcia, i wykazali się kreatywnością wprost niezwykłą.
Pomijam tu już nawet slogan reklamujący tegoroczną edycję: "U nas reklama puszcza się na ostro", czy towarzyszący jej plakat ze spuszczonymi majtkami.

Podobnym wysublimowaniem i klasą wykazano się przy projektowaniu warsztatów. I oto przykładowo jeden z nich nosi nazwę:
"Penis w cieście, a lód w gaciach, czy odniesienia seksualne sprzedadzą zupę w barze?"

Tryskającym pomysłami twórcom pragnę pogratulować. I nieśmiało przypomnieć, że kreatywność nie polega na ostentacyjnym szafowaniu wulgarnością, dosadnością i zbitkami kontrowersyjnych skojarzeń. Wręcz przeciwnie, dobra reklama to reklama inteligentna. Pomysł, aby za pomocą ściąganych majtek i haseł w stylu "penis" czy "puszczanie się", zachęcić do udziału w festiwalu, okazał się chyba niezbyt trafiony, bo wulgarność i groteskowość tego typu kampanii po prostu odrzuca i budzi podejrzenia o brak profesjonalizmu. Co więcej, tego rodzaju chwyty to po prostu kicz w czystej postaci, toporny i prosty produkt czyjegoś wysiłku, powiedzmy, intelektualnego...

Moim skromnym zdaniem tego typu, mało wysublimowane próby dotarcia do odbiorcy, po prostu obrażają jego inteligencje. Zdają się mówić: nasz target to rozmiłowane w seks-skandalikach studenciny, których bardziej od rzetelnego zaplecza merytorycznego przyciągnie obietnica rozrywki i pikanterii.

Dziesięć punktów za kreatywność i zawodowstwo, bezdyskusyjnie...
  • awatar misspassenger: zła kompozycja, beznadziejny, 'śmieszny' i kompletnie nieskładny slogan, do tego z błędem ortograficznym. reklama może i inna, niż wszystkie, ale w niezbyt dobrym znaczeniu słowa 'inność'. tego typu KREATYWNE dzieła budzą u mnie odruch wymiotny i lekki wkurw. czemu ludzie zabierają się do czegoś, o czym nie mają pojęcia [w wyniku czego przeciętny, nie znający się specjalnie na marketingu odbiorca, jest w stanie wytknąć wszystkie te błędy rzekomym 'specom']? nie czaję. [ten komentarz też może nie jest do końca poukładany i zrozumiały, ale przynajmniej nie ogłaszam się specjalistką od marketingu. o.]
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
"Puls Biznesu" nie przestaje mnie zadziwiać. Ostatnio przez stronę PB przewinęło się kilka śmiesznych dziennikarskich gniotów, ale ten, który pojawił się ostatnio, jest po ludzku zabawny - w tekście zatytułowanym "Sposób na twego szefa" (zwracam uwagę na pseudointeligenckie TWEGO, zamiast zwykłego i poprawnego 'twojego') czytamy taką oto, cenną radę:

Typ: mało wymagający ale wybuchowy szef
Rada: Żeby dobrze żyć z takim szefem, postaw na całkowitą samodzielność. Nie zawracaj mu głowy problemami, nie stawiaj trudnych pytań, nie zabieraj czasu. Przejmij jego obowiązki. Ale rób to dyskretnie, bo uzna, że chcesz zająć jego miejsce.

... Taaak. Nie zalatuje Wam to czymś w rodzaju osiemnastowiecznego poradnika dla dobrej żony?

__________________________________________________
http://www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=e0fcef27-157a-4353-a3b7-4c9b70f792d1&;open=four
 

 
Tyle się dzisiaj pisze o nierealnych i wyśrubowanych oczekiwaniach pracodawców wobec kandydatów na przeróżne stanowiska. I proszę, oto mamy empiryczny dowód na słuszność tych utyskiwań.

Czy ktoś z Was przypuszczał, że tester wódki musi posiadać umiejętność budowania trwałych relacji w zespole i... patent sternika jachtowego?
Tylko czekać, aż zaczną oczekiwać uprawnień pedagogicznych.

Jeśli ktoś ma ochotę zgłosić swoja kandydaturę na niżej wymienione stanowisko, proszę bardzo, służę linkiem:
http://www.bols.pl/cv/formularz.php

________________________________________________

W formularzu aplikacyjnym znajduje się pole, w którym należy określić stopień opanowania języka obcego. Jak słusznie zauważył mój kolega z pracy, może się w tym wypadku nasunąć wątpliwość czy chodzi o umiejętności językowe przed, czy po... "pracy"?
 

 
Zgłupiałam. Naprawdę. Po reklamach lodów Koral w wykonaniu Majki Jeżowskiej byłam pewna, że producenci reklam są świadomi faktu, iż główną grupę odbiorców reklamowanego przez nich produktu stanowią, co by nie mówić dzieci. A tu proszę, taka niespodzianka, okazuje się, że lody reklamować można także z wykorzystaniem porno-szyku i niedwuznacznych skojarzeń:

http://pl.

Doda liżąca loda. Wyborne, naprawdę. Tylko czekam aż to się pojawi w telewizji - polecałabym porę tuż przed i zaraz po dobranocce...
 

 
Fakt, że komukolwiek zechciało się przeczytać wpis o jezuicie (http://dmm.pinger.pl/m/157083/Ewangeliczne-szczerzenie-zebow), ba, że kogoś to nawet poruszyło, naprawdę przywraca mi wiarę w człowieka...
Wyjątkowo w tym miejscu nie ironizuję

Widać niekoniecznie trzeba produkować teksty o seksie, zbrodniach i perwersji, żeby ktokolwiek rzucił na nie okiem...

A ja tymczasem pozwolę sobie rozpakować świeżo zakupiony zbiór reportaży Hanny Krall, któremu mam zamiar poświęcić się bez reszty w najbliższych dniach. Będzie kolejny materiał do przemyśleń.
 

 
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80281,4942543.html

Wpadł mi dzisiaj w ręce artykuł z The Guardian o prostytutce z Nikaragui, która marzyła niegdyś o karierze modelki, wygrywając konkurs piękności za konkursem piękności. Ekonomiczne realia sprawiły jednak, że musiała wykonywać taki właśnie zawód, choć pomimo lat praktyki, budzi to w niej wstręt.

Przyszła mi w tym momencie do głowy Wenezuela i opowieści o tamtejszych miastach portowych, w których nastoletnie prostytutki zarabiają ciałem na całą rodzinę. Prowadzi taka delikwentka klienta za rękę do mieszkania, przedstawia tatusiowi nad gazetą i mamusi mieszającej zupę i zamyka się w nim w pokoju. Oficjalnie zapewne po to, aby pochwalić się swoją kolekcją znaczków, bo w kraju señor Chaveza prostytutki nie mają raczej osobnej rubryki w formularzach do spisu powszechnego.

Znamienne, że wspomniany w Guardianie instytut ICAS sprzeciwił się wprowadzonemu przez tamtejsze władze - rzekomo dla ochrony samych kobiet - zakazowi prostytucji. Sadzę że dla każdej osoby, która na kwestię prostytucji spojrzy w sposób, powiedzmy humanistyczno-praktyczny, wszelkie zakazy dotyczące prostytucji muszą się wydać absurdalne. Nie od dziś jestem zdania, że profesja ta powinna zostać zalegalizowana.

Wielu panów korzystających z usług prostytutek nie wie nawet, lub nie chce wiedzieć, jak często są one do tego przymuszane - sprzedawane, więzione, bite i gwałcone. I nie mam tu na myśli glinianych wiosek w Afryce środkowej, ale nasze, swojskie realia Polski tu-i-teraz. I rzecz nie w tym, aby mężczyznom zakazać wizyt w burdelach, choć oczywiście jako kobieta cieszyłabym się, gdyby z usług prostytutek nie korzystali. Otóż mężczyźni robili to, robią, i robić będą, póki ludzki gatunek istnieje. Chodzi o to, aby przy tej okazji samym kobietom nie działa się krzywda. A jedyną do tego drogą jest legalizacja płatnej "miłości". Jak słusznie zauważyła cytowana przedstawicielka ICAS, im ostrzejsze stają się zakazy wymierzone w prostytucję, tym bardziej schodzi ona do podziemia. A im głębiej, tym ciemniej, mroczniej i niebezpieczniej. Zalegalizowany płatny seks podlegałby kontroli, jak każda inna działalność zarobkowa. Po pierwsze więc, bezpieczniejsi byliby sami klienci, bo prostytutki objęte byłyby obowiązkiem posiadania czegoś na kształt książeczki zdrowia, lub poddawania się regularnym badaniom. Po drugie, ścigane byłyby wszelkie nadużycia wobec prostytutek - tak ze strony klientów jak i "pracodawców". Agencje towarzyskie szybko podzieliłyby się na te, które działają zgodnie z prawem (a więc spełniają standardy)i te, które robią to "na lewo" - i którym z miejsca można by zwinąć kramik. Właściciele takich przybytków, działających dzisiaj pod przykrywką salonów masażu egzotycznego, mieliby po prostu święty spokój. Kobiety - ochronę prawną, a budżet państwa... podatki. Stawiając sprawę jasno, nie opowiadam się za tym, aby walczyć z prostytucją, ale za tym, żeby walczyć z prostytucją wymuszoną. W chwili obecnej jest to o tyle trudne do wykonania (by nie powiedzieć - nierealne), że nie da się zwalczać czegoś, co oficjalnie nie istnieje.
Wiemy, że płatny seks istnieje, tylko jakoś nie za bardzo chcemy to przyznać formalnie. A jak to bywa z brudami zamiatanymi pod dywan, udawanie że problemu nie ma przynosi skutki odwrotne do zamierzonych...

Wracając jeszcze na chwilę do bohaterki artykułu, od którego zaczęłam. Oczywiście można stwierdzić, że o ile w warunkach skrajnej nędzy prostytucję można "wytłumaczyć", o tyle w realiach polskich już nie. Rzecz jasna możemy przyjąć, że sprzedawanie swojego ciała to nieprzyzwoita, hedonistyczna przyjemność, coś na kształt fanaberii, której łatwo ulec. Rozsądni i myślący ludzie wiedza jednak najczęściej, że decyzja o sprzedawaniu swojego ciała to niemal zawsze wynik konieczności.I nie nam oceniać tutaj znaczenie słowa "konieczność".

Moraliści stwierdzą pewnie, że lepiej umrzeć z głodu, niż handlować własnym ciałem. Rzeczonym moralistom poleciłabym w takim razie podjąć ideologiczną krucjatę przeciwko ohydzie moralnej, i w ramach wewnętrznej walki z potrzebą masturbacji podjąć trzytygodniowy post...

_________________________________________________
Fot. Scott Dalton/ NYT